Szczecinianie z Detection nie biorą jeńców – ani na scenie, ani na debiutanckiej EP-ce. A ich „pierwsza krew” to speed/thrash z krwi i kości.
Mój pierwszy kontakt z Detection to grudzień 2025 i koncert u boku Quo Vadis w ich „mateczniku” – Słowianinie. Chłopaki pojechali wtedy z koksem, demolując publikę „na dzień dobry”. Energia, którą emanowali ze sceny daje się wyczuć na ich fonograficznym debiucie – EP-ce „First Blood”. Soczyste dźwięki spod znaku szalonego speed/thrash, mimo że „złapane” w 2024 roku, brzmią tak jak trzeba, jakby wyjęte z najlepszych lat gatunku. Jest szybko, konkretnie i bez zbędnego kombinowania. Numery są miarowe, chwytliwe i zwyczajnie „niosą”. Takie do tańca i do różańca.
Fajne, selektywne brzmienie, które udało się szczeciniakom uzyskać w Sound Pictures Studio pod kuratelą Macieja Szybiaka, sprawia, że „materiał wchodzi gładko i bez oporu. Cztery utwory, odegrane w dość zawrotnym tempie i wykrzyczane przez Kubę Poryszko, trwają niespełna dwadzieścia minut. Z jednej strony szkoda, że nie więcej, z drugiej nie wiem czy nie byłoby za monotonnie.
Chłopaki wyglądają jak „Amerykany” i trochę po amerykańsku brzmią. Prócz charakterystycznego naparzania są i krótkie solówki, jak np. ta w „Bestality” i zwolnienia jak przy „refrenie” w „Holocaust”. To co – czekamy na płytę? Mogłaby być prawdziwa petarda. I to dosłownie!