„Noctavinga” to black metal z włoskim rodowodem, podszyty magią i symfonicznym chłodem. Tak, Mek Na Ver właśnie wracają po latach z albumem, który buduje klimat powoli – ale wciąga bez reszty.
Nie ma co ściemniać – pewnie nigdy nie sięgnąłbym po zespół o nazwie Mek Na Ver, gdyby nie Marco Antonelli. To on co jakiś czas podrzuca ciekawe rzeczy ze swojego podwórka, a spora część tych rekomendacji krąży wokół black metalu. Tak też jest i tym razem.
Mek Na Ver to propozycja dla tych, którzy lubią black metal w bardziej klimatycznej odsłonie. Fundament jest oczywiście blackowy, ale całość zanurzona jest w symfonicznych aranżacjach, które nadają muzyce chłodu, tajemniczości i czegoś na kształt mrocznej, włoskiej magii. Gdzieś w tle majaczą czarownice, stare wierzenia i specyficzny, lokalny folklor.
„Noctavinga” to drugi album zespołu i – co ciekawe – stoi za nim całkiem konkretne zaplecze personalne. W składzie znajdziemy muzyków powiązanych m.in. z Opera IX czy Aborym. Za wokale odpowiada Serena Mastracco (znana też jako Dipsas Dianara) z Opera IX, a klimat klawiszowy buduje jej zespołowy kolega Emanuele Telli (Velum) – i robi to naprawdę świetnie.
Album składa się z siedmiu kompozycji, które stawiają przede wszystkim na atmosferę i napięcie. Symfoniczne pasaże wprowadzają element grozy, ale nie są nachalne – raczej otulają słuchacza i prowadzą go przez kolejne warstwy dźwięku. Wokale Sereny są wściekłe, surowe i osadzone głęboko w black metalowej estetyce, choć momentami zwalniają i nabierają bardziej kontrolowanego charakteru. W czystszych fragmentach wspierają ją śpiewaczka operowa Elizabetta Marchetti (świetny „Strige – Altar of Unspoken Vows”) oraz Federico Sanna („Ascensio Astrae (tra le Stelle)”).
Warto też zwrócić uwagę na produkcję – selektywną i dobrze wyważoną, dzięki czemu wyraźnie słychać choćby partie basu, za które odpowiada sama Serena. Reszta składu również trzyma wysoki poziom: gitarą zajmuje się Thomas Aurizzi (ex-Aborym), a za perkusją siedzi Andrea Scimo.
Słuchając „Noctavingi”, trudno nie zadać sobie pytania: dlaczego trzeba było na niego aż tyle czekać? Obecny skład działa od 2019 roku, a poprzedni materiał ukazał się… 16 lat temu. To spora luka, zwłaszcza biorąc pod uwagę jakość tego, co tu słychać.
Na koniec warto dodać, że album ukazał się nakładem Masked Dead Records. A ja? No cóż… biorę się za nadrabianie zaległości od Marca – bo jeśli trafiają się takie kąski jak Mek Na Ver, to zdecydowanie nie ma już co czekać.