Czasami warto w życiu zaryzykować. W sklepiku przed koncertem MALEO REGGAE ROCKERS w Gdańsku moją uwagę zwróciła płyta Kuby Lecieja „Odnalazłeś mnie”. Nie znałam człowieka, poza tym, że wiedziałam, iż obecnie gra w wyżej wymienionym zespole na gitarze. Jak twierdził prowadzący sklepik to dobra porcja „rockowego uwielbienia”. Nie wahałam się więc dłużej, i tym sposobem płyta wylądowała w mojej kolekcji. Kilka dni później zabrałam się do odsłuchu.
To było jak rażenie piorunem. Nie mogłam się oderwać od tej muzyki, czułam się jak wygłodniały niedźwiedź obudzony po zimie. Chłonęłam jak gąbka melodie, dźwięki, słowa.

Muzyka uwielbieniowa, reprezentowana przez Kubę, rządzi się swoimi prawami. Jest na świecie kilkanaście rozpoznawalnych kapel serwujących tego typu kompozycje modlitewne, tłumaczone później na języki narodowe, które są następnie odgrywane długimi latami. Jest też wiele zespołów, które naprawdę się starają, ale poziom wykonania, aranżacje, jakość nagrań pozostawiają zbyt wiele do życzenia, żeby mogły chwycić za serce. Płytę Kuby zdecydowanie można zaliczyć do pierwszej kategorii. Tak jak są artyści, którzy tworzą tylko dla kasy i sławy, tak zdecydowanie preferuję muzykę ludzi, którzy mają coś do przekazania. Ludzi, którzy bez ogródek wylewają przed słuchaczem swoje serce, dokładnie jak zrobił to Kuba. Ta płyta to prawdziwa historia człowieka, który odnalazł sens życia i wyśpiewuje wdzięczność Dawcy Sensu i Życia – Bogu. Przepiękne teksty, w poetyckiej formie dotykają wszystkiego, co dla autora ważne – doświadczenia nawrócenia, słabości, grzechu, a przede wszystkim zwycięstwa Boga i miłości. Po trudnych i ciemnych czasach zachwyt nowym życiem jest zbyt wielki, żeby o tym nie mówić i nie śpiewać najpiękniejszych słów Temu, który przyniósł to, co najlepsze. W tekstach pojawia się również wiele odwołań do Ewangelii.
Ta płyta to tak naprawdę 13-utworowa modlitwa człowieka, który wie, jak to jest, przejść z ciemności do światła. Przelewanie pomysłów na papier i ostateczną formę zajęło mu trzy lata. Zaczęło się od pierwszego utworu – spokojnego i kojącego „Hymnu”. Jak wspomina autor „pisałem go 3-4 minuty zalany łzami w kuchni w starym domu”. Tytułowy „Odnalazłeś mnie”, przypominający mi gatunkowo (jak również kilka kolejnych) najlepsze czasy działalności brytyjskiego DELIRIOUS?, narodził się niewiele później. Równie szybko pojawiły się utrzymane w podobnym klimacie, żywotne i energiczne „Nie ma takich sił” oraz pokrzepiające, lekko nostalgiczne „Staję dziś przed Tobą”. No i nastał czas ciszy, w której toczyła się „walka, zwątpienia i powroty” – czym dzieli się Kuba. Walka, która zakończyła się zwycięstwem – bo zaowocowała powstaniem pozostałych kompozycji: przebojowego „Wierzę, że pokonał śmierć”, balladowego, przejmującego „To On mój Pan”, wołającego o teledysk, nowoczesnego, elektronicznego, ale z ostrzejszymi riffami „Ile w Tobie mam” – z fantastycznym, wpadającym w ucho refrenem. „Przed Twój tron” i „Nawet jeśli skończy się świat” to chwytliwe numery bardziej rockowo-balladowe, oszczędniejsze w środkach, ale bogate w melodie wokalne. Dla kontrastu „Uwalniasz mnie” to dynamiczna rockowa karuzela dźwięków. Płyta kończy się piosenką „Uwielbiony bądź”, która świetnie wprowadza w ostatnią, prorocką wizją zatytułowaną „Do dzieci moich”.
Kuba doskonale wiedział, co robi i co chce osiągnąć tą płytą. Mile zaskoczyło mnie perfekcyjne, przestrzenne i miękkie brzmienie całości, tym bardziej że za produkcję, aranżacje, kompozycje, a nawet mix odpowiada sam Kuba. To człowiek wielu talentów, oczywiście również świetnie gra i śpiewa, jest obdarzony bardzo przyjemnym w barwie i mocy głosem. Aranżacje są wyważone, tak w sam raz, bliżej minimalizmu niż barokowej przesady, co jest zdecydowanie na plus. Linie wokalne są wybitnie melodyjne, przez co bardzo łatwo się je zapamiętuje i nuci w każdej chwili dnia. Muzycy, którzy towarzyszą Kubie w tej muzycznej podróży to: Darek Malejonek (m.in. MALEO REGGAE ROCKERS, 2TM2,3), Krzysztof Kmiecik (LUXTORPEDA, 2TM2,3, ex- ARMIA), Paweł Świca (m.in. ex – LOMBARD, ARTROSIS, SACRIVERSUM), a także Sławek Domaszewski, Robert Grzesiński oraz zespół wokalny Positive. Płyta przynosi pokój, radość i energię do funkcjonowania w codzienności, wydobywając ze słuchacza to, co w nim najlepsze. Kuba zdecydowanie odświeżył nieco przykurzony gatunek muzyki uwielbieniowej (tzw. worship) i tchnął w niego nowe życie współczesnymi aranżacjami, tak, że bez obaw muzyka ta mogłaby być odtwarzana w rozgłośniach komercyjnych, czego z całego serca mu życzę. Świetna robota, do której nie raz będę wracać.
Alina Lewandowska (FB: https://www.facebook.com/ilovewhatihear)