DUMB MOON – „Szepty mroku” (EP)

Nic nie poradzę na to, że zawsze ciągnęło mnie do baśniowego piękna. Jak malarstwo to żadnego banału w postaci kilku płaskich figur na jednobarwnym tle, ani tym bardziej przyklejonych taśmą do ściany bananów. Jak film to na pewno nie zapychacz klasy B, a jak muzyka to tylko taka, która porusza najgłębsze struny duszy.


To był ciężki poniedziałek,okupiony dużą ilością pracy i deszczu, ale w skrzynce na pocieszenie czekała na mnie niespodzianka – wydany w maju tego roku mini album zespołu DUMB MOON „Szepty mroku”. Rzadko kiedy zdarza się, że płyta od początku chwyta mnie za serce, a tym razem okazało się to możliwe. Już pierwszy utwór „Początek” swoją lekkością kompozycji, bogactwem motywów, przeplatany cięższymi riffami i podwójną stopą, przypominający klimatem połączenie „Comfortably numb” PINK FLOYD i „Mandylion” THE GATHERING, a może nawet wczesne RIVERSIDE, wywołał we mnie efekt „wow!”. Wystarczy zamknąć oczy, by wzlecieć wysoko w niebo i delektować się podróżą między gwiazdami, zapoczątkowaną tematycznie już na pierwszej EP „Cztery damy”, do kontynuacji której zaprasza Magda Morkisz, wokalistka DUMB MOON. Jej głos brzmi bardzo lekko, a zarazem przejmująco i czysto. Feeryczny, czarodziejski bas w rękach Darka Krawca podkreśla charakter utworu. Bardzo podobają mi się fragmenty, w których bas wychodzi do przodu w iście prog-rockowym stylu. Ten kawałek niesie ze sobą również głęboką, osobistą symbolikę świtu – nowego początku po bolesnym końcu – rozstaniu, a więc trudnych emocjonalnie zawirowań, których DUMB MOON doświadczył przy klarowaniu się nowego składu.

Numer „Podróż” to piękne wokalizy Magdy, zapraszające do towarzyszenia w jej niezwykłych snach. Wielkie wrażenie wywarła na mnie linia wokalu, z dbałością o szczegóły, kunsztowną melodią schodzącą w rejestry wschodnie i znakomita dynamiką. Bardzo dobrze, z mocą i pewnością, brzmią gitary Marcina Stypuły. Świetnie pracuje perkusja, Paweł Morkisz co i rusz poszukuje nowych, ciekawych i niestandardowych rozwiązań. Ten człowiek świetnie czuje kiedy trzeba postawić na konkretny rytm, a kiedy można trochę się pobawić i dodać delikatnych smaczków. Bas pulsuje i podbija rytmikę, stanowiąc solidny szkielet tego numeru.

Kawałek „Spokój” zaczyna się genialnym riffem Marcina przywodzącym mi na myśl brzmieniem „Draconian times” PARADISE LOST. Wokal Magdy znowu czaruje niezwykłą lekkością i swobodą, tworząc jak dla mnie przebój na tej płycie. Piękny, rozbudowany, wielowymiarowy utwór z niesamowicie poruszającym gitarowym solo Marcina.

„Niemy Księżyc” – który jest jednocześnie niedługim outrem tego mini albumu – w niewypowiedzianie łagodny i nostalgiczny sposób wybudza niestety z bajkowego snu. Dźwięki pianina w harmonii z gitarą i delikatnym głosem Magdy z żalem i tęsknotą żegnają noc, ale jednocześnie dają nadzieję na nadchodzący nowy dzień. Temat jest doskonałą wariacją muzyczno – tekstową i swoistą sygnaturą zespołu, znaną już dobrze z pierwszej EP „Cztery damy”.

Nie wiem ile dokładnie trwa chwila szczęścia, ale dla mnie jest to przeliczalne na około 17 minut „Szeptów mroku”. Wielkie brawa za elektronikę na tej płycie, która dodaje wielowymiarowości wszystkim kompozycjom. DUMB MOON coraz śmielej poczyna sobie w kierunku progresji, i to ze znakomitym rezultatem. Płyta jest nostalgiczna, pełna niewypowiedzianych tęsknot i nadziei, zachwyca pomysłami i dojrzałością kompozycji. Otula słuchacza ciepło i przyjemnie w spokojniejszych momentach, ale kiedy trzeba pokazuje pazur trudnych i bolesnych emocji. Zespół znakomicie dogaduje się z realizatorem Piotrem Stopką i Dominikiem Wawakiem, odpowiedzialnym za mix i mastering całości. Panowie z DMB Recording Studio dołożyli starań, żeby płyta zabrzmiała na wysokim poziomie. Całości dopełnia utrzymana w barwach zmierzchu okładka z krótką książeczką z tekstami, zaprojektowana przez wokalistkę w efektownym stylu teatralno – baśniowym.

„Szepty Mroku” to płyta dla wszystkich fanów rocka i metalu, którzy oczekują od muzyki czegoś więcej: dotyku serca, łez wzruszenia, poezji. Z niecierpliwością oczekuję dalszego ciągu, bo przecież te cztery utwory to zdecydowanie za krótko, a chciałabym z ich muzyką spotkać się na dłużej. Może kolejnym razem doczekam się albumu?

Alina Lewandowska (FBhttps://www.facebook.com/ilovewhatihear)