Zespół BARYKADA 兀 powstał wiosną 2023 roku w Kętrzynie (woj. warmińsko-mazurskie). W swoim dorobku ma już debiutancką płytę i pierwsze koncerty. Wokalistka Natalia Muśnicka i gitarzysta Marek Gojło opowiedzieli nam m.in. o swoich muzycznych korzeniach i najbliższych planach tej rockowej ekipy.
– Skąd wziął się pomysł na powołanie do życia muzycznego projektu pod nazwą BARYKADA 兀?
Marek Gojło: – Sam pomysł rodził się przez jakiś czas. Z Piotrkiem Żyżykiem, drugim gitarzystą, rozmawialiśmy niejednokrotnie, że może wrócilibyśmy do grania gitarowego, takiego jak zespoły sprzed lat. Zaczęliśmy próbować, na początku tylko we dwóch. Dosyć fajnie nam to wychodziło, więc zaczęliśmy się rozwijać i doszedł do nas perkusista Radek Szulc. Wtedy postanowiliśmy jeszcze rozszerzyć skład o basistę. Porozmawialiśmy z naszym kolegą Maćkiem Jaromiejem, który wyraził chęć grania z nami. Kiedy zaczęło nam się to całkiem fajnie układać, doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy wokalu. Dzięki rekomendacji znajomych natrafiliśmy na Natalię Muśnicką. Przyszła, posłuchała i została (śmiech). Od tego momentu zaczęliśmy grać, pisać teksty, pisać muzykę i tak to się doszło.

– W takim razie co Ciebie, Natalio, przekonało do tego, żeby wejść w to męskie rockowe grono i podjąć wyzwanie śpiewania w BARYKADZIE?
Natalia Muśnicka: – Ja nigdy nie bałam się wyzwań. Nie bałam się też śpiewać czy grać z chłopakami, bo już wcześniej występowałam m.in. na weselach też z samymi mężczyznami, więc to nie stanowiło dla mnie problemu. Tak naprawdę z Piotrkiem znałam się już wcześniej. On do mnie przyszedł i zapytał, czy dołączę do zespołu. Pojechałam na próbę, posłuchałam i okazało się, że to odpowiada jak najbardziej moim gustom muzycznym. Dla mnie to jest sama przyjemność. Ja uwielbiam to robić. Już kiedyś pomyślałam, że z tym skończę, bo nic się nie klei. Skoro jednak chłopacy sami się zgłosili, więc postanowiłam spróbować.
– Jakie są wasze korzenie, inspiracji muzyczne?
MG: – Jeżeli chodzi o mnie, ja uwielbiam czyste, rockowe, gitarowe granie. Nie lubię muzyki syntezatorowej, nie przepadam za nią. Natomiast lubię starych, dobrych, porządnych gitarzystów i tam właściwie czerpię inspirację. Jeżeli chodzi o moje korzenie, to nie ma co ukrywać – wywodzę się z punka. Mój pierwszy zespół to był zespół punkowy. Tam byłem też gitarzystą. To już zamierzchłe czasy. Potem oczywiście wraz z doświadczeniem i wiekiem człowiek zaczął rozglądać się za innym, bardziej spokojnym graniem, bardziej rockowym, bardziej wirtuozerskim, jeżeli chodzi o gitarzystów. Tam są moje inspiracje, tam szukam, tego słucham. Jeżeli można powiedzieć, że się wzoruję, to okej, niech będzie, że się na nich wzoruję.
NM: – Ja mam wielopokoleniową rodzinę, gdzie słuchało się wszystkiego i tak naprawdę jestem chowana na każdym typie muzyki. Aczkolwiek zawsze nasze gusta muzyczne spotykały się gdzieś w latach 80-tych. Sztywny Pal Azji, Varius Manx – to są po prostu nasze kultowe kawałki. Nawet z siostrami mamy sztandarowy kawałek „Zamigotał świat”, który jest przez nas często śpiewany, kiedy się spotykamy. Ja poszłam też w takie zespoły, jak Happy Sad i inne rockowe brzmienia. Dlatego mogę oddać się cała tej muzyce, bo zawsze ona trafiała w moje serce.

– Za sobą macie pierwsze koncerty, w tym jeden przed rodzimą publicznością w Kętrzynie. Jakie są Wasze wrażenia?
NM: – Bardzo pozytywne. Ja czułam się fantastycznie, jak ryba w wodzie. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że się odblokowałam, bo bardzo dobrze mi się śpiewało. Miałam bardzo fajny kontakt z ludźmi. Bardzo się cieszę, że tak dopisali licznie.
– Promujecie debiutancką płytę, która wyszła w ubiegłym roku. Dużo wody w Gubrze (rzeka przepływająca przez Kętrzyn – przyp. red.) musiało upłynąć od momentu powstania zespołu do decyzji: „tak, robimy płytę”?
MG: – Właściwie to wyszło samo z siebie. To nie były jakieś przełomowe decyzje, to po prostu samo się urodziło. Wydaje mi się, że było to jak najbardziej naturalne. Postanowiliśmy zostawić coś po sobie. Nawet gdyby nie było kontynuacji, nawet gdyby zespół nie istniał z różnych przyczyn, to chcieliśmy zostawić jakąś cząstkę naszej pracy, naszej twórczości. Płyta została wydana. Promowaliśmy ją m.in. na koncercie przed swoją publicznością, gdzie stres był ogromny. Zawsze trema jest dwa razy większa przed znajomymi, niż przed obcymi ludźmi. Płyty sprzedały się wszystkie. Na chwilę obecną nie mamy żadnej na sprzedaż, chyba że pomyślimy o dotłoczeniu. Mogę Ci zdradzić, że zaczynamy pracować nad kawałkami na nową płytę. Kiedy wchodzimy do studia? Nie wiem. Nie mamy jeszcze żadnego terminu. Na razie wybieramy, pracujemy nad nowymi kawałkami. Może zaczniemy nagrania jeszcze w tym roku jesienią lub zimą.
– O planach jeszcze za chwilę porozmawiamy. Trzymajmy się jeszcze tej debiutanckiej płyty, szczególnie strony muzycznej. Bardzo dużo inspiracji gatunkowych tam słychać, od punk rocka, przez jakiś rock gotycki, a ja tam słyszę nawet bluesa i OASIS.
MG: – To jest taka wypadkowa tego, czego słucham ja, tego czego słucha drugi gitarzysta Piotrek. Nigdy sobie niczego nie narzucaliśmy sobie. W naszym zespole nie ma żadnych sztywnych reguł, że gramy tylko i wyłącznie to i tylko ja mam pomysł na tę piosenkę, na ten utwór i ma brzmieć tak. Każdy dokłada cząstkę od siebie, właściwie każdy jest twórcą. Tutaj nie ma muzyków sesyjnych – odtwórców, którzy przychodzą, mają postawioną partyturę do grania i tylko i wyłącznie mają ją odtwarzać najlepiej, jak potrafią. Tutaj każdy wnosi swoją cząstkę, tak jak on to słyszy, tak jak on to widzi. Ta wypadkowa bierze się z chwili, z natchnienia, z pogody na podwórku albo z tego jaki, jest aktualnie klimat tworzenia na próbie, kiedy próbujemy jakąś nową piosenkę, kiedy próbujemy jakieś riffy dopasować do siebie i tak to się tworzy. Natomiast, jak Ci powiedziałem wcześniej, to odnoszenie się do korzeni jest bardzo szerokie, więc jest z czego czerpać.
– Najpierw powstaje muzyka i dopiero potem teksty czy odwrotnie?
MG: – Różnie. Jeżeli mogę powiedzieć o etapach, to może w większości rzeczywiście to jest w pierwszej chwili muzyka, natomiast są momenty, kiedy było odwrotnie. Tak było przy piosence „Modlitwa”, która jest na tej płycie. To Natalka napisała tekst, przysłała do mnie i kiedy go przeczytałem, wiedziałem już jaka będzie muzyka. Po prostu ta piosenka sama wypłynęła w ciągu dosłownie 15 minut i się stworzyła.
– Cytując klasyka: „jak powstają twoje teksty”?
NM: – Tak naprawdę przekłada się na nie to, co się dzieje, jaka jest pogoda, jakie mam aktualnie odczucia,, z czym zmagam się w danej chwili. Część kawałków powstała jesienią, kiedy częstsze są te stany tzw. depresyjne. Przychodzi jesień i człowiek tak naprawdę wraca z pracy, siada i tak myśli: „kurczę, trochę mnie to nuży, ta ciągła rutyna”. Ja lubię ten stan przelać na papier. Często jest tak, że długo siedzę i myślę nad tekstem do jakiejś piosenki, ale równie często zdarza się, że przychodzi moment i słowa same przelewają się na kartkę. Wypływają silnym potokiem i pozostaje już tylko kwestia ubrania ich w muzykę.
– Nie sposób nie zauważyć też, że te teksty nie są monotematyczne.
NM: – Dokładnie, bo tak naprawdę nasze życia są różnorodne. Tak jak my mamy różne stany emocjonalne, od depresji do euforii, tak samo można właśnie iść razem ze swoimi tekstami w każdej piosence.
– Nie będę pytał, w jakim stanie byłaś, kiedy wylewano Ci te 56 butelek, o których śpiewasz. Muszę jednak zapytać, skąd w ogóle pomysł na taki tekst, który wyróżnia się spośród innych na płycie?
NM: – To jest kawałek, który powstał tak naprawdę na próbie. Byliśmy my, muzyka już się stworzyła i właśnie nasz gitarzysta Piotrek powiedział nam bardzo fajną anegdotkę i jakoś to tak samo wyszło. Byłam już znużona, nie wiedziałam, co wyśpiewać itd. Zaczęłam wydawać po prostu te dźwięki typu „wylał, wylał, wylał” i tak „wylałam” te „56 butelek” (śmiech). Sama piosenka powstała dosłownie w jeden wieczór.
– I się okazuje, że jest koncertowym, już można powiedzieć, prawie hitem.
NM: – To prawda. Dobrze się sprawdza ten utwór. Buja, jak to mówi młodzież (śmiech).
– Macie też dwa utwory, które gdzieś tam już zaistniały. Z jednej strony na koncertach są dobrze przyjmowane, ale też w mediach internetowych można je usłyszeć. Szczególnie wybija się „Sztandar wolności”. Jaka jest koncepcja tego numeru?
NM: – Sztandar powstał właściwie przed samym już nagrywaniem płyty. To było tak, że faktycznie miałam pustkę w głowie. Miałam problem wręcz, żeby coś napisać. Umówiliśmy się we trójkę. Byłam ja, Marek i Piotrek. Mówimy: „no dobra, trzeba coś napisać do tego”. Jakoś razem stworzyliśmy refren. Pamiętam, że też zwrotki jakieś dopisaliśmy. Jednak mi to nie odpowiadało. Jakoś tak w głębi, nie czułam się przekonana do tego w stu procentach. Wróciłam do domu, w pół godziny dopisałam swój tekst. Później najlepiej mi się to śpiewa, bo jest to coś, co ja przekładam ze swojej głowy. Tak naprawdę nie muszę się tego tekstu uczyć, ponieważ on wychodzi ze mnie, więc to jest po prostu takie naturalne.
– Rozumiem, że to nie przypadek, a taka kolej rzeczy, że to właśnie do tego utworu powstanie teledysk?
MG: – Decyzja była dosyć ciężka, który numer wybrać. Natalia pisze teksty, ja staram się przynajmniej pisać muzykę. Nam było ciężko wybrać, bo to tak jakbyś troszeczkę chciał faworyzować swoje dzieci, że jedne są lepsze, drugie są gorsze. Które wybrać, które jest najlepszy, którego przedstawić w formie teledysku, a które pominąć. Więc to rzeczywiście była dosyć ciężka decyzja. Jakoś drogą eliminacji, drogą rozmawiania z pozostałymi członkami zespołu doszliśmy do wniosku, że chyba jednak ten numer, który jest jednym z takich bardziej energetycznych, bardziej żywych. Poza tym Natalia ma do tego jakiś scenariusz do nakręcenia klipu. Tak to się stało, że to akurat ten numer rzeczywiście będzie kręcony jako pierwszy.
– Można powiedzieć, że jesteście taką młodzieżą dosyć mniej lub bardziej dojrzałą wiekowo. Macie stateczne życie, rodziny, pracę itd. Co powoduje, że chce się Wam gdzieś po godzinach grać tego rock’n’rolla?
MG: – Ja kiedyś użyłem takiego sformułowania i się z niego nie wycofuję, że z muzyką jest jak z nałogiem. Tego się nigdy nie pozbędziesz. Możesz zaleczyć, możesz udawać, że go nie ma. Możesz nie słuchać, możesz nie przyjmować do wiadomości. Natomiast ta muzyka i tak siedzi w tobie. Prędzej czy później ona wybuchnie, wypłynie i tak dojdzie do głosu. I tak dokładnie było ze mną. Ja, tak jak Ci wcześniej wspominałem, miałem dwa zespoły, w których grałem i świetnie się bawiłem. Potem była dłuższa przerwa, oczywiście praca, jakieś inne czynności. Natomiast to nie mija, to w tobie jest cały czas. Przyszedł akurat teraz taki okres, że doszło to do głosu. Nie ukrywam, że też z dużym poparciem i akceptacją mojej żony. To też jest dosyć ważne, żeby ludzie, na których ci zależy, ludzie, których kochasz, żeby byli po twojej stronie, a nie przeciwko tobie. Ja akurat mam ten komfort, że ja swoją rodzinę mam za sobą, która mnie wspiera, która mi pomaga, więc cóż więcej było robić. Trzeba było tylko po prostu wziąć gitarę do ręki i to, co się w tej głowie słyszy przelać na gryf.
– Ty Natalio też masz, jak widziałem, w rodzinie dosyć duży fan club?
NM: – Tak, tak, mam. Jest to odwzorowane nawet na płycie, bo podziękowania, które są tam zadedykowane, kierowane są głównie do moich sióstr, do mojego męża, do mojej córki, bo to naprawdę w nich mam wsparcie. Oni tylko i wyłącznie mnie dopingują. Każdy tak samo. Nikt nie staje przeciwko mnie. Tak jak też powiedział Marek, to jest najważniejsze, żeby mieć wsparcie głównie w tych osobach, które kochamy, bo tak naprawdę to z reguły sugerujemy się tym, co one mówią. Ja jak najbardziej mogę na swoich bliskich liczyć.
– Wiemy już w takim razie, że powstają utwory na nową płytę, robi się teledysk. Jakie jeszcze plany na najbliższą przyszłość?
MG: Chcemy po prostu grać. Pomysły i plany rodzą się na bieżąco, więc jak najbardziej jesteśmy otwarci do grania koncertów.